Za nami sezon 2015/2016 w lidze okręgowej. Jako kibic ŁTS czuję się po nim tak, jak w ostatnim meczu w Lubomii. Kolejno – wiara, zrezygnowanie, nadzieja, euforia i na koniec lekkie rozczarowanie…
Czy uzasadnione? Po części na pewno, bo do ostatnich chwili walczyliśmy o mistrzostwo w naszej grupie, a drugie miejsce to w naszym przypadku nawet nie srebrny medal, jednak obiektywnie patrząc na dokonania naszych zawodników, ilość goli Łukasza Bałuszyńskiego, serie meczów bez porażki, przy niezwykle wąskiej w niektórych meczach kadrze, należy uznać to drugie miejsce za naprawdę świetny wynik. Ostatecznie ulegliśmy  drużynie z Wilczy, która w tym sezonie miała i długą ławkę, i prywatnego sponsora, który jasno określił cel i nie skąpił środków na zrealizowanie tego celu.
Można powiedzieć, że problem w tym sezonie, już w sierpniu sprokurowaliśmy sobie sami. Po dwóch wygranych, przyszły dwie porażki – w Gaszowicach, i przy Fiołkowej z Naprzodem Borucin – które były jedynymi w tym sezonie. Warto zauważyć, że to właśnie wtedy zagraliśmy bez Bałuszyńskiego w składzie, a z nim w ataku, w tym sezonie meczu nie przegraliśmy.
W tym samym czasie Wilki, nie licząc remisu z Rafako, kroczyły od zwycięstwa do zwycięstwa. Z kolei na przeciwnym biegunie, było wiadomo, że coś złego dzieje się w drużynie zza miedzy, gdyż Fortuna dostawała pokaźny bagaż bramkowy w każdym meczu.

Los chciał, że pierwszy wrześniowy mecz ŁTS rozegrał w Brzezince, gdzie ku zaskoczeniu wielu obserwatorów mieliśmy masę problemów, jednak ostatecznie wygraliśmy 3-2 i to był początek niesamowitej passy Łabędzian.
Drużyna lidera z Wilczy również nie zwalniała tempa i we wrześniu wygrała komplet spotkań, a w czołówce liczyły się zespoły z Gaszowic i Borucina. Na dole tabeli do słabych wyników Fortuny dopasowali się gracze Zrywu.
W 10 kolejce, 10 października doszło do spotkania ŁTSu na boisku Wilków. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że to pierwszy mały finał tego sezonu. Zdaliśmy go na medal, ogrywając lidera na jego terenie 2-1. Naszej drużynie to zwycięstwo dało ogromną pewność siebie – w ostatnich 5 kolejkach rundy jesiennej nasi zawodnicy strzelili 21 goli wygrywając wszystkie mecze, a lider został zraniony, co wykorzystały jeszcze drużyny z Krzyżanowic i Pyskowic.
Oznaczało to, że na półmetku byliśmy mistrzem jesieni, mając na koncie 35 punktów i wygraną w bezpośrednim pojedynku z vice liderem. Na spotkaniu opłatkowym nastroje były świetne, deklaracja walki o awans oraz zapewnienia pozostania wszystkich zawodników na wiosnę.
W przerwie zimowej, zarządca stadionu dokonał wymiany nagłośnienia na „nowe”, serdecznie pozdrawiamy i liczymy, że w nowym sezonie będzie już sprawne ☺…
Wracając na boiska, ŁTS zaczął wiosnę podobnie jak jesień tzn. w 4 kolejkach dwukrotnie zaliczył potknięcia i znowu trzeba było gonić lidera. Drużyny z Gaszowic, Borucina, Lubomi czy Nędzy powiększały stratę do prowadzącej dwójki i stawało się jasne, że awans przypadnie komuś z pary ŁTS Łabędy – Wilki Wilcza.
Kwiecień upłynął spokojnie, prowadzące w tabeli drużyny utrzymały status quo w tabeli, pomimo niespodziewanej wpadki lidera z Rafako. W kwietniu po raz pierwszy do meczu nie przystąpiła drużyna Fortuny, jak się później okazało, ekipa z Brzezinki sezonu nie ukończyła.
Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że o awansie może zdecydować kolejny mały finał na szczycie tabeli. 14 maja w meczu 25 kolejki podejmowaliśmy Wilki przy Fiołkowej. Zwycięstwo dawało nam powrót na pozycję lidera i posiadania świadomości, że wszystko zależy od nas. Mecz zakończył się remisem 2-2.
Wilki Wilcza prowadzenia w tabeli już nie oddały, podnosząc jedynie emocje niespodziewanym 0-0 z LKS Krzyżanowice w 27 kolejce. Więcej wpadek zawodnicy Jacka Wiśniewskiego już nie zaliczyli, natomiast gracze ŁTSu, czując oddalającą się szansę na wygranie ligi, zremisowali w dwóch ostatnich kolejkach grając niezwykle ambitnie do ostatniego gwizdka tego sezonu.
Podsumowując mamy za sobą świetny sezon.
31 goli Łukasza Bałuszyńskiego, profesorską grę el capitano Sławomira Kantora, piękne interwencje Tomka Michalika i Tomka Kasprzika w bramce, szalone rajdy zakończone golami Łukasza Guzego, Łukasza Plecha, Dominika Haka, nieodpuszczającego nieosiągalnych piłek Krzysztofa Dłubałę, bramkostrzelnego obrońcę Rafała Adamczyka oraz serię 26 meczów bez porażki w lidze.
Nie sposób wymienić wszystkich, bo każdy tej drużynie dawał coś niepowtarzalnego.
Pięknie prawda?
 A jednak pozostało uczucie rozczarowania i pytania… Czy zdołamy utrzymać najlepszych graczy w drużynie, czy zostanie trener Owczarek, który zbudował naprawdę ciekawą drużynę.
Mimo wszystko jesteśmy z chłopaków dumni, dali nam emocje, których nie mieliśmy w Łabędach od lat. Pozdrawiamy Łukasza Dubkowieckiego, który z powodu kontuzji przedwcześnie zakończył sezon.
Dziękuje kibicom którzy na mecze regularnie przychodzili i zapraszam tych których z nami nie było, bo być z nami warto.
A już za kilka tygodni nowy pełen emocji sezon 2016/2017!
Do zobaczenia!

Autor: Michał Wojtowicz

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

NASI SPONSORZY STRATEGICZNI:

 

 

 

 

 

 

 

NASZE LOGO: